piątek, 28 marca 2014

Rozdział 9.

+18

 62. Turniej Czterech Skoczni powoli przechodził już do historii. Po kwalifikacjach do ostatniego konkursu w Bischofshofen, które wygrał Peter Prevc skoczkowie udali się do hotelu, a my zaszłyśmy się w swoim pokoju. Nie miałyśmy ochoty na ich towarzystwo, wolałyśmy pogrążyć się we własnych myślach i snuć wizję na przyszłość. Obie zastanawiałyśmy, co będzie dalej. Co do Marthy i Wankiego nie miałam żadnych obaw. Wiedziałam, że wpadli po uszy i każdą wolną chwilę będą wykorzystywać na spotkania. Bardziej martwiły mnie moje relacje z Andim. Był zmienny jak pogoda i nie wiedziałam, czego mam się po nim spodziewać.
Dzień ostatniego konkursu nadszedł zbyt szybko. Po śniadaniu skoczkowie wykonali rutynowe czynności, poćwiczyli, wpakowali się do autokaru i pojechali na skocznię. My zjawiłyśmy się tam trochę później. Gdy rozstawialiśmy sprzęt podszedł do nas Werner. Zapraszał nas na kameralną imprezę pożegnalną, która miała odbyć się po zawodach. Przyjęłyśmy tą propozycję bez wahania, choć na dźwięk słowa pożegnanie w moich oczach pojawiły się łzy. Przyjaciółka poklepała mnie po ramieniu, chcąc dodać mi otuchy. Uśmiechnęłam się lekko. Z niecierpliwością oczekiwałyśmy rozpoczęcia zawodów. W międzyczasie zaśpiewałyśmy kilka piosenek, zagrzewając kibiców do wiwatowania i krzyczenia. Po pewnym czasie konkurs wystartował. Pierwszą parę stanowili Wanki i Gregor Schlierenzauer. Martha nerwowo zaciskała kciuki, a ja modliłam się w duchu, by skoczył daleko. Jednak odległość na 107 metr nie napawała optymizmem. Austriak skoczył 24.5 metra dalej i to on awansował do drugiej rundy. Przyjaciółka nic nie powiedziała tylko spuściła głowę. Wiedziałam, że to przeżyła, ale na tym świat się nie kończy! Organizatorzy starali się, żeby konkurs przebiegał sprawnie, dlatego niedługo to ja zaciskałam kciuki za Andiego. Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam, że wylądował na 134 metrze. Po pierwszej serii plasował się na 7 pozycji. Czułam, że zrobi wszystko, aby w drugiej polepszyć swoją lokatę.
 - Będę wam towarzyszył podczas 2 serii! - Podskoczyłyśmy momentalnie, gdy usłyszałyśmy obok głos Andreasa.
 - To super - Odpowiedziała Martha. - Jednak są jakieś plusy... - Westchnęła i oparła głowę na jego ramieniu. Zaskoczony objął ją w talii, a ja zaśmiałam się pod nosem. Wszystko idzie jak po maśle! Kątem oka spostrzegłam Martina, który nie miał zbyt wesołej miny. Czyżby teraz zdał sobie sprawę, że jednak czuje coś do Marthy? Troszkę za późno...
Nim się spostrzegliśmy, wystartowała 2 runda. Po odśpiewaniu piosenek podczas przerwy, teraz bez problemu mogłyśmy kibicować. Czas leciał nieubłaganie, skoczkowie jeden po drugim zasiadali na belce, wzbijali się w powietrze, aby później wylądować telemarkiem. Nim się spostrzegłam nadeszła kolej Wellingera.
 - Dajesz Andi, dajesz Welli! - Darł się Wank, a my parsknęłyśmy śmiechem. - No, co? - Fuknął nas nas oburzeniem.-  Zawsze tak robimy - Wyszczerzył się, a Martha popukała go w czoło.
Wylądował na 133 metrze i 50 centymetrze, co w ostateczności zapewniło mu 9 miejsce w zawodach. W całym konkursie zajął dobrą, dziesiątą lokatę. W tej edycji Turnieju, dość niespodziewanie triumfował Austriak Thomas Diethart.

 Tak jak obiecałyśmy, zjawiłyśmy się na imprezie pożegnalnej. Kątem oka spostrzegłam siedzącego w kącie Andiego. Chciałam do niego podejść, ale w tym samym momencie rozległ się głos Schustera.
 - Moi drodzy! - Zaczął. - Chciałbym wam podziękować za dobrą robotę wykonaną podczas Turnieju. Jednak nie ukrywam, że naszym celem było podium... Cóż, nie tym, to innym razem. Trzeba myśleć pozytywnie. Z tego miejsca chciałbym złożyć gratulacje Andiemu - Zwrócił się w kierunku Wellingera, a on uśmiechnął się lekko. - 10 miejsce, jest bardzo dobre! Od innych oczekiwałem trochę więcej, ale jak mówię... Na pewno nie spoczniemy na laurach. Naszym głównym celem są Igrzyska Olimpijskie i tego będę się trzymał. Również chciałbym bardzo serdecznie podziękować Adzie, Marthcie i Martinowi za to, że umijali nam czas swoim śpiewem, grą oraz towarzystwem. Bardzo miło było was gościć u nas! - Uśmiechnął się szeroko, a my odwzajemniliśmy ten gest. - Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś nadarzy się taka okazja...
 - My również, trenerze - Powiedziałam. - Dla nas czas spędzony z wami był wspaniały. Nawiązałyśmy nowe znajomości, zdobyłyśmy doświadczenie... Ta impreza wyszła nam na dobre - Oświadczyłam, a moi towarzysze z uznaniem pokiwali głowami.
 - Żegnać się będziemy jutro, a teraz... Pobawcie się trochę dzieci, ja idę spać - Powiedział i wyszedł, zostawiając nas w towarzystwie skoczków. Zbytnio nie miałam ochoty na zabawę, dlatego oznajmiłam przyjaciółce, że idę do pokoju. Zrozumiała, po czym zajęła się tańcowaniem z Wankim.

 Już jutro mieliśmy wracać do domu... Pewna przygoda nieubłaganie zbliżała się do końca. Mimo wszystko będzie mi brakować tych wariatów, występów podczas konkursów i... Wellingera. Pokręciłam przecząco głową, by odrzucić niepotrzebne myśli. Omiotłam wzrokiem spakowaną walizkę i powędrowałam do łazienki w celu wzięcia gorącego prysznica. Ciepła woda dawała przyjemne ukojenie. Starałam się nie myśleć o blondynie, ale wychodziło mi to z marnym skutkiem. Ciągnęło mnie do niego i niestety nic nie mogłam na to poradzić. Kiedy byłam w trakcie wycierania swojego ciała ręcznikiem rozległo się pukanie do drzwi. Na Marthę nie miałam, co liczyć, bo była na imprezie pożegnalnej... Pewnie dość dobrze zajęta Wankiem. W tempie ekspresowym zarzuciłam na siebie bokserki i koszulkę do spania. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Nawet nie zdążyłam pisnąć. Wszedł nagle i uprzednio zamykając drzwi na klucz przycisnął moje ciało do ściany. Widziałam go jak przez mgłę...Uśmiechnął się lekko patrząc prosto w moje oczy.
 - Chciałaś wyjechać bez pożegnania? - Wychrypiał, trącając językiem moje ucho. Zadrżałam.
 - Jest jeszcze jutro... - Jęknęłam zamykając oczy. Do czego on dążył?
 - Ale jutro nie będzie czasu - Stwierdził i z furią wbił się w moje wargi. Oddałam pocałunek bez chwili zastanowienia. Czułam do czego to doprowadzi, ale w tej chwili miałam to gdzieś. Wplotłam dłonie w jego włosy, delikatnie je czochrając. Zaśmiał się, zostawiając mokre ślady na mojej szyi. Niecierpliwe ręce blondyna zaczęły mnąć materiał mojej koszulki, a po chwili wylądowała gdzieś na podłodze. Z satysfakcją odnotował fakt, że pod spodem mam tylko bokserki... Widziałam jego łobuzerski uśmiech i błysk w oku, kiedy zniżył się odrobinę, aby zaznaczyć swój teren na dekolcie oraz brzuchu. Jęknęłam i przyciągnęłam jego głowę jeszcze bliżej. Czułam jego śmiech. Powodował gęsią skórkę na moim ciele. Drżałam z podniecenia. Gdy poczułam jego palce wędrujące wokół dolnej części bielizny, zacisnęłam dłonie na jego ramionach. Podniósł się, a wtedy to ja zdarłam z niego koszulkę. Nie mogłam się powstrzymać i z całej siły szarpnęłam za klamrę paska, odpięłam guzik i rozporek. Wspólnymi siłami udało nam się je ściągnąć w mgnieniu oka. Chwycił mnie za pośladki i rzucił na łóżko, lądując na mnie. Pieścił moje piersi dłońmi, całował je, a ja traciłam panowanie nad sobą. Zagryzłam dolną wargę i patrząc prosto w jego błękitne oczy powiodłam rękoma w dół, aby pozbawić go bokserek. Sam ulokował się pomiędzy moimi kolanami. Jęczałam z zachwytu, co bardzo mu się podobało. Złączyliśmy nasze usta w namiętnym i żarliwym pocałunku. Języki walczyły o dominację, gryząc się wzajemnie. Kilka chwil później wrzasnęłam na całe gardło, gdy wszedł we mnie zdecydowanym pchnięciem. Poruszał się szybko, mocno, gwałtowanie... Było mi tak cholernie dobrze... Wbiłam paznokcie w jego plecy, znacząc na nich czerwone smugi. Jęknął i przygwoździł moje ręce do łóżka. Patrzył na mnie z góry, cały czas przyspieszając. Nie mogłam powstrzymać swoich krzyków, nie miałam jak sobie ulżyć. Wiłam się pod nim, nasze ciała były bardzo blisko, złączone w uścisku pożądania. Gdy po raz kolejny usłyszał mój słaby głos, puścił moje dłonie, a ja natychmiast to wykorzystałam przewracając go na plecy. Wylądowałam na nim i teraz to ja złapałam jego łapki. Znaczyłam językiem ślady na jego torsie i ruszałam biodrami, co jeszcze bardziej go nakręcało. Jęczał i wrzeszczał szalenie moje imię, a ja czerpałam z tego niesamowitą satysfakcję. Nie wytrzymał. Znów znalazłam się na dole, a on jakby na złość nie tracił sił. Byliśmy zmęczeni, mokrzy, spoceni, ale również spełnieni. Dyszeliśmy ciężko, wręcz sapaliśmy z wysiłku włożonego w ten stosunek. W przypływie zbliżającej się rozkoszy krzyknęłam parę razy jego imię... Opadł na mnie ledwo zipiąc. Spojrzałam na niego i przejechałam paznokciem po jego policzku. Drżał... Pocałował mnie ostatni raz. Mocno, stanowczo... Poczułam jak wtula się w moje nagie ciało. Oddychałam głośno, a kilka chwil później usłyszałam jego miarowy oddech. Zasnął. Ja wiedziałam, że pod wpływem emocji jeszcze długo nie zmrużę oka...



****

Witam ;* 

Dodaję wyjątkowo w piątek, bo mam taki kaprys :P Macie tak na wieczór... :P
Także tak... Wiem. Pewnie za bardzo się rozpisałam na wiadomy temat, ale nie mogłam się powstrzymać, także jak coś to niech będzie mi wybaczone :D 

Jutro postaram się dodać coś na Richarda ;) 
A kolejne rozdziały dodam najprawdopodobniej, wyjątkowo w czwartek ;) 

Zaległości nadrobię pewnie dziś, albo jutro ^^

Pozdrawiam ;* 

sobota, 22 marca 2014

Rozdział 8.

 Już dziś miały się odbyć kwalifikacje do jutrzejszego konkursu. Byłam tym faktem strasznie podekscytowana. Nie tylko ze względu na podział par, ale również dlatego, że zmówiłam się z Andim. Spotkaliśmy się wczoraj wieczorem pod hotelem i równocześnie opowiedzieliśmy sobie o zwierzeniach naszych przyjaciół. Wspólnie stwierdziliśmy, że trzeba im pomóc. Mieliśmy mały plan, który po kwalifikacjach zamierzaliśmy wprowadzić w czyn. Wierzyliśmy, że się uda i że dwójka głównych bohaterów tego przedsięwzięcia niczego się nie domyśli. Jeszcze przed skokami zrobiliśmy próbę, tak by później w spokoju obserwować zawodników w locie. Kątem oka obserwowałam Marthę, ale jej twarz nie zdradzała żadnych emocji. Jak ona mogła myśleć, że Andreasowi będzie przeszkadzała różnica wieku skoro on sam zaczął do niej wzdychać? Byłam pozytywnie zdziwiona reakcją Andiego, który podniósł moją przyjaciółkę na duchu. Kto wie, może jeszcze będą z niego ludzie. Zawodnicy zaczęli oddawać pierwsze skoki, więc obydwie skupiłyśmy się na oglądaniu ich poczynań w powietrzu. Zdążyłyśmy zauważyć, że to wiar będzie dyktował warunki, ale byłyśmy pozytywnie nastawione! Na dworze było strasznie zimno, dlatego zaproponowałam przyjaciółce ciepłą herbatę. Zadeklarowałam, że sama po nią pójdę, żeby w spokoju mogła oglądać skoczków. Nie wyczuła mojej aluzji... I dobrze! Oddaliłam się od niej i stanęłam w niemiłosiernie długiej kolejce. Prędzej zamarznę niż coś kupię... Kiwałam się na boki próbując się rozgrzać. W pewnym momencie obok mnie pojawił się Andi. Zdziwiłam się lekko, widząc go tutaj.
 - Nie powinieneś być na górze? - Spytałam przesuwając się do przodu.
 - Jeszcze czas - Odpowiedział. - Zimno ci? - Nie umknęło mojej uwadze to z jaką troską zadał to pytanie.
 - Trochę... - Na potwierdzenie moich słów szczęknęłam zębami.
 - Chętnie bym cię rozgrzał, ale nie w tych warunkach i nie przy ludziach - Powiedział poruszając brwiami. Walnęłam go w ramię, choć nie mogłam ukryć pojawiających się rumieńców. - Masz- Wcisnął mi na ręce swoje rękawiczki. Były za duże, ale momentalnie zrobiło mi się cieplej.
 - Dziękuję - Wyjąkałam zaskoczona. - A teraz zwiewaj na górę i pokaż na co cię stać...
 - Zawsze pokazuję - Wyszczerzył się, a zanim zdążyłam zareagować na jego słowa zniknął w tłumie. Pokręciłam głową i odetchnęłam z ulgą, gdy nadeszła moja kolej. Kupiłam dwie herbaty, zapłaciłam odpowiednią sumę i udałam się w kierunku przyjaciółki. Miałam zamiar wcisnąć jej plastikowy kubek w ręce, gdy spostrzegłam, że z całych sił zaciska kciuki. Domyśliłam się, kto teraz skacze, dlatego poczekałam cierpliwie. Odległość 118.5 metra dawała awans do jutrzejszego konkursu. Martha pisnęła zadowolona i wtedy zorientowała się, że ją obserwuję. Uśmiechnęłam się do niej lekko i podałam jej herbatę. Podziękowała skinięciem głowy. W milczeniu oglądałyśmy dalej, a ja nie mogłam się na niczym skupić. Andi skoczył 120 metrów i zadowolony uniósł kciuk do góry. Kilkanaście minut później kwalifikacje dobiegły końca, a ja zaczęłam się denerwować. Nie dałam jednak nic po sobie poznać i jak gdyby nigdy nic czekałam na ogłoszenie par jutrzejszego konkursu. Andreas Marthy miał skakać z Czechem Janem Maturą, a Wellinger ponownie z Austriakiem Hayboeckiem. Zadowolona pokiwałam głową i oznajmiłam przyjaciółce, że umówiłam się z Andim. Spojrzała na mnie zdziwiona.
 - Ty? Z Andim? - Zapytała. - Już nie skaczecie sobie do gardeł?
 - Nie - Odparłam z uśmiechem.
 - Rozumiem... Teraz do łóżka? - Uchyliłam usta, a ona parsknęła śmiechem. - Żartowałam!
 - No ja myślę! Nie zapomnij, że za godzinę widzimy się na mieście!
 - Nie zapomnę, cały czas mi o tym przypominasz!
 - Taka moja rola - Wytknęłam jej język. - To do zobaczenia! - Pocałowałam ją w policzek i w podskokach udałam się na poszukiwanie Wellingera. Wpadliśmy na siebie w połowie drogi. - Wanki dotrze za godzinę do miasta? - Zapytałam.
 - Oczywiście! A Martha?
 - Też - Przybiliśmy sobie piątki. Udaliśmy się do pobliskiej kawiarenki na gorącą czekoladę. A później pośledzimy trochę naszych przyjaciół...

 Zdenerwowana czekałam na Adę, która miała się zjawić jakieś 15 minut temu. Próbowałam się z nią skontaktować, ale nie odbierała. Pewnie była zajęta Andim, żeby zaprzątać sobie głowę patrzeniem na telefon. Westchnęłam i zrezygnowana usiadłam na ławce. Cała trzęsłam się z zimna i wypuszczałam parę z ust. Miałam już wracać, kiedy poczułam jak ktoś siada obok mnie.
 - Cześć Martha - Odezwał się Wanki, a moje ciało zamieniło się ogień.
 - Hej - Odparłam. - Co cię tutaj sprowadza?
 - Umówiłem się z Andim, ale się spóźnia... A ciebie?
 - Ja z Adą, ale też... - Zaczęłam, ale urwałam w połowie zdania. Popatrzyliśmy na siebie i parsknęliśmy śmiechem w tym samym momencie. - Ukartowali to?
 - Na to wygląda... - Podrapał się po brodzie. - Tylko dlaczego?
 - Nie mam pojęcia - Wbiłam wzrok w swoje kolana. - Wiesz...Rozmawiałam wczoraj z Andim...
 - Ja z Adą...
 - Czyli mamy odpowiedź. A można wiedzieć o czym?
 - Hola, hola nie tak szybko - Dał mi kuksańca w bok, a ja zaśmiałam się szczerze. - Ale widzę, że cała się trzęsiesz - Nie zważając na moje protesty mocno mnie do siebie przytulił. Wtuliłam się w niego najmocniej jak potrafiłam. Biło od niego niesamowite ciepło, a jego mocne perfumy przyjemnie drażniły moje nozdrza. - Od razu lepiej... - Westchnęłam.
 - Gdy ci zimno, gdy ci źle do Andreasa Wanka przytul się - Powiedział i uśmiechnął się szeroko. Parsknęłam śmiechem, bo zrobił przy tym komiczną minę. - Wiem, walnięty jestem.
 - Dobrze, że to zauważasz - Wyszczerzyłam się. - Idziemy się przejść?
 - A powiesz mi o czym rozmawiałaś z blond pięknością?
 - A ty mi? - Droczyłam się z nim.
 - Czas pokaże! - Chwycił mnie pod ramię i poprowadził w nieznane...

 Obserwowaliśmy ich z ukrycia, a kiedy oddalili się w tylko im znanym kierunku Andi porwał mnie w swoje ramiona. Byłam mile zaskoczona, dlatego odwzajemniłam gest. Próbowałam go rozszyfrować. Raz zachowywał się jak cham i prostak, a drugi raz był miły, opiekuńczy i słodki. Zastanawiałam się, która wersja podoba mi się bardziej, ale doszłam do wniosku, że obie.
 - Jeśli kiedyś zostaną małżeństwem to chcę być świadkiem na ich ślubie - Wypalił.
 - Ja tak samo! I mamą chrzestną!
 - Wiesz... Jeśli chcesz to o dzieci możemy postarać się my.. .- Zaczął, ale walnęłam go. - No, co?
 - Tobie to tylko jedno w głowie!-  Zdzieliłam go po niej, a on jęknął. - Nie mów, że cię to bolało.
 - Nie, nie bolało i dla twojej wiadomości to nie jedno, tylko jedna... - Oznajmił, jakby to było oczywiste i spojrzał mi głęboko w oczy. Na krótką chwilę straciłam rozum, ale odzyskałam go w samą porę. Nasze usta złączyły się w krótkim, ale stanowczym pocałunku.

 Następnego dnia miał odbyć się trzeci konkurs zaliczany do turnieju. Prognozy nie były zadowalające, wiatr strasznie kręcił. Nie mogły to być sprawiedliwe zawody. Rozstawiliśmy sprzęt jak zwykle szeroko uśmiechając się do publiczności zgromadzonej pod skocznią. Wczoraj postawiona do muru wyznałam przyjaciółce prawdę o mojej rozmowie z Wankim i o tym, że wraz z Andim ukartowaliśmy ich spotkanie. Miałam wrażenie, że na początku była na mnie zła, ale później z szalonym piskiem rzuciła mi się w ramiona. Opowiedziała mi jak miło spędzili ze sobą czas, byli w kawiarni, rozmawiali, dowiadywali się o sobie nowych rzeczy... Jak dla mnie, wszystko było na dobrej drodze! W oczekiwaniu na rozpoczęcie konkursu zaśpiewałyśmy kilka piosenek. Tłumy kibiców przyłączyły się do nas, a my byłyśmy w swoim żywiole. Niedługo potem zaczął się konkurs, ale był rozgrywany z przerwami. Wiatr wiał z wszystkich możliwych kierunków, warunki nie były sprawiedliwe. Wank uzyskał jedynie 110.5 metra, co oznaczało, że chyba nie awansuje do drugiej serii, jeśli takowa się odbędzie. Wellinger poszybował na odległość 120 metrów, co ostatecznie zapewniło mu 18 miejsce, bo ze względu na pogarszającą się pogodę, organizatorzy zdecydowali się przeprowadzić tylko jedną serię. Wygrał Fin, Anssi Koivuranta. Z wielkim żalem opuszczaliśmy skocznię. Jeszcze dziś wieczorem czekała nas podroż do Bischofshofen. A przygoda ze skoczkami nieubłaganie zbliżała się do końca...



****

Witam ;*

Mogę śmiało powiedzieć, że z tego rozdziału jestem milion razy bardziej zadowolona niż z poprzedniego :D Może to tylko moje zdanie, ale ;) Mam nadzieję, że się podoba ;) Przyznam się, że następny mam prawie w całości napisany, muszę tylko dopisać początek :P

Jutro ostatni konkurs w sezonie :( Powiedzcie mi, dlaczego ten czas tak szybko leci? Dopiero był listopad, a my cieszyłyśmy się z rozpoczynających się rozgrywek, a tutaj już marzec i koniec... Co roku to samo, a człowiek i tak nie może się przyzwyczaić :D
Gratuluję Polakom dzisiejszego drugiego miejsca ;) Tak jak powiedział Kamil, należało się nam :D
Wierzę w to, że Sev obroni 2 miejsce w klasyfikacji. W końcu Niemiec na podium PŚ! ;)

Rozdział z dedykacją dla kiciaka ;) Jeszcze raz wszystkiego najlepszego! ;* 

Pozdrawiam ;* 

sobota, 15 marca 2014

Rozdział 7.

 Następnego dnia rano zameldowaliśmy się w Innsbrucku. Martwiło mnie to, że już w poniedziałek czekał nas ostatni konkurs. W pewnym stopniu zżyłam się ze skoczkami i nie chciałam wracać do domu. Wiedziałam jednak, że będzie to nieuniknione. Jednak przed nami jutrzejsze kwalifikacje i sobotni konkurs. Byłam ciekaw jak spiszą się w nim niemieccy skoczkowie. Życzyłam im jak najlepiej!
Za bardzo nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Martha wyszła na spacer po okolicy, a Martin bawił się perkusją w naszym busie. Zrezygnowana rzuciłam się na łóżko. Miałam zamiar chwilę pomyśleć, zastanowić się nad własnym życiem, ale ktoś brutalnie mi przerwał. Jęknęłam, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.
 - Kto? - Zapytałam.
 - Ada, to ja Richard... Mogę? - Odezwał się niepewnie.
 - No jasne, wchodź! - Odpowiedziałam.
Nieśmiało wszedł do środka.
 - Jesteś sama?
 - Tak- Odparłam. - Mów, co cię do mnie sprowadza.
 - Monica! Ada ona jest tutaj! - Pisnął jak mała dziewczynka nerwowo skubiąc materiał swojej koszulki. Zaśmiałam się pod nosem.
 - To w czym masz problem? Idź do niej i zagadaj - Poradziłam mu.
 - Tak od razu? Co mam jej powiedzieć? Hej, jestem Richard, pamiętasz mnie?
 - Dokładnie tak - Przyjrzałam mu się z uśmiechem. Był przerażony. - Richard to ty jesteś facetem, prawda? Przejmij kontrolę i zdobądź ją. Widać, że weszła ci do głowy i do serca...
 - Masz rację. Tak zrobię. To lecę! - Krzyknął i w przypływie radości ucałował moje policzki. - Wellinger to ma jednak szczęście, że cię spotkał!

 Przechodziłem obok pokoju dziewczyn, gdy nagle spostrzegłem Richarda. Uśmiechał się od ucha do ucha i nucił coś pod nosem. Jednak jedno mnie zaciekawiło. Dlaczego wychodził właśnie z tego pomieszczenia? Ogarnęła mną wściekłość! Jeszcze mu mało? Jeśli tak mogę mu zaprezentować kolejną dawkę swoich umiejętności bokserskich!
 - Andi! - Krzyknął wesoło. - Ada to wspaniała dziewczyna, wiesz o tym, co nie? - Zapytał, a mnie wbiło w ziemię.
 - O co ci chodzi? - Warknąłem. - Jeśli ją tknąłeś to nie ręczę za siebie!
 - Uspokój się debilu! Mówię tylko jak jest. Lepiej przestań się zachowywać jak skończony dureń i pogadaj z nią normalnie. Jesteś taki uroczy, gdy ogarnia cię zazdrość!
 - Nie jestem zazdrosny! - Wycedziłem przez zęby. - Dlaczego się tak szczerzysz?
 - Zakochałem się! - Oznajmił i poszedł przed siebie.
No nie! Wściekły wpadłem do pokoju Ady nawet nie pukając. Drgnęła zaskoczona, gdy znienacka chwyciłem ją za nadgarstek i przycisnąłem do ściany.
 - Richard jest lepszy ode mnie? - Sapnąłem z ustami tuż przy jej ustach. Obserwowała moją twarz ze zdziwieniem. Nie rozumiała, o co mi chodzi. Próbowała się szarpać, ale byłem zbyt silny. - No powiedz!
 - Co sobie znów ubzdurałeś?
 - Wychodził od ciebie zadowolony, mówił, że jesteś wspaniała i że się zakochał. Jak mam to interpretować do cholery?
 - Może tak, że mu pomogłam? - Warknęła odpychając mnie. - Boże, jaki ty jesteś dziecinny! - Z jękiem złapała się za głowę i usiadła na łóżku. - Ma problem z dziewczyną. Spotkali się na jakichś zawodach, wymienili się numerami telefonu, a teraz ona jest tutaj, a on pragnie się z nią zobaczyć. I to w niej się zakochał. Już rozumiesz? - Spytała. Kąciki moich ust powędrowały w górę. Kamień spadł mi z serca!
 - Tak... - Powiedziałem. - Przepraszam za mój atak - Skruszony spuściłem głowę w dół.
 - Nie wierzę w to, co widzę!
 - Uwierz... Widzisz, nie jestem taki zły!
 - Kim jesteś i co zrobiłeś z prawdziwym Andreasem Wellingerem? Uśmiechnąłem się chytrze i bez uprzedzenia zacząłem ją łaskotać. Zaniosła się śmiechem i błagała, żebym przestał. Jednak nie miałem takiego zamiaru. Cały czas wykonywałem poprzednią czynność, a ona próbowała się bronić. W pewnym momencie oboje z hukiem wylądowaliśmy na podłodze głośno się śmiejąc. - Idiota z ciebie!
 - I tak mnie lubisz - Wytknąłem jej język i lekko przytuliłem.
 - Masz rację, Wellinger. Lubię cię!

 Spacerowałam po okolicy pamiętając, żeby zbytnio nie oddalać się o hotelu. Pierwszy raz byłam w Innsbrucku i nie chciałam się zgubić. Cieszyłam się z szansy jaką otrzymałyśmy. Owszem nasz zespół istniał już trochę czasu, koncertowaliśmy, ale nawet w najśmielszych marzeniach nie pomyślałabym o tym, że będziemy występować podczas Turnieju Czterech Skoczni. Byłam młoda i lubiłam nowe wyzwania. Postanowiłam posłuchać rady przyjaciółki i przestałam przejmować się Martinem. Skoro on mnie nie chce to nie będę czekała na niego całe życie! Zaczęłam obserwować Wanka tak jak poradziła mi Ada. Musiałam przyznać jej rację. Chyba mu się spodobałam, ale niczego nie mogłam być pewna. Z jednej strony chciałam poddać się temu szaleństwu, a z drugiej paraliżował mnie strach, bo zdawałam sobie sprawę, że jest sporo starszy ode mnie... Cholera! Pewnie ma mnie za zwykłą, niedoświadczoną smarkulę, a ja zachodzę w głowę, czy mógł poczuć do mnie coś więcej. Głupia jestem i tyle!
 - Cześć Martha! - Podskoczyłam jak głupia, gdy usłyszałam za sobą jego głos.
 - H... Hej! - Powiedziałam jąkając się. Idiotka.
 - Co tak sama spacerujesz?
 - Już nie jestem sama - Oznajmiłam i popatrzyłam na niego. Wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił.
 - Przepraszam, że ci przeszkodziłem - Westchnął i oddalił się.
 - Ale Andreas! - Krzyknęłam, lecz już mnie nie usłyszał.
Cholerna kretynka ze mnie!

 Smutna i wściekła na samą siebie siedziałam na kanapie w holu i beznamiętnie wpatrywałam się w szybę. Dlaczego tak się zachowałam i spowodowałam, że odszedł? Przecież chciałam zupełnie czegoś innego! Może to się wydać głupie. Najpierw wydawało mi się, że zakochałam się w Martinie, a teraz, że poczułam coś więcej do Andreasa. Nic nie mogłam na to poradzić. Był cholernie zabawny, przystojny i potrafił nieźle tańczyć. Zaobserwowałam to podczas zabawy sylwestrowej. Jednak, co mi z tego skoro sama pogrzebałam swoją szansę? Zrezygnowana objęłam rękoma swoje kolana i spuściłam głowę.
 - Hej, Martha... - Usłyszałam głos Wellingera.
 - Hę? - Mruknęłam.
 - Nie wiesz, gdzie może być Ada? Wszędzie jej szukam, byłem u was w pokoju, ale jej nie zastałem...
 - Nie mam pojęcia - Odparłam patrząc na niego obojętnym wzrokiem.
 - Coś się stało? - Zapytał z troską.
 - Chyba zakochałam się w twoim przyjacielu - Wypaliłam zanim zdołałam ugryźć się w język. Ależ ja byłam głupia! Pewnie zaraz do niego poleci i wszystko mu powie.
 - W Wankim? - Zapytał rozbawiony.
 - Śmieszy cię to?! - Warknęłam. - Przepraszam - Szepnęłam, gdy napotkałam jego wzrok. - Po prostu zrobiłam dziś z siebie kretynkę w jego towarzystwie.
 - Nie przejmuj się, pewnie nie zwrócił na to uwagi. Sam jest kretynem - Dodał po chwili zastanowienia.
 - Andi! Przecież to głupie! Wy z Adą macie lepiej, jesteś starszy od niej o rok, a nie o osiem lat!
 - A więc, o to chodzi... Daj spokój! Andreas na pewno nie zwraca na to uwagi...
 - Tak myślisz?
 - Tak myślę - Uśmiechnął się i delikatnie mnie objął. - Wszystko się ułoży, zobaczysz!

 - ADA! - Krzyknąłem, gdy napotkałem znajomą sylwetkę.
 - Andreas? - Spytała zdziwiona. - O co chodzi?
 - Potrzebuję pomocy!
 - Dziewczyna?
 - Oczywiście, że tak! - Kopnąłem butem w zaspę śniegu. - Zawsze dziewczyna! Powiedz mi szczerze, czy Martha ma mnie za starego, nie godnego uwagi zgreda? Parsknęła śmiechem i długo nie mogła przestać. - Powiedziałem coś śmiesznego?
 - Martha? Masz coś do niej?
 - Mam! Boże, chyba się zakochałem - Złapał się za głowę. - Ale jestem stary, a ona jest młoda i pewnie ma mnie w dupie.
 - Nie, Andreas - Westchnęła. - Nie jesteś stary i ona nie ma cię w dupie, tylko tutaj... - Chwyciła moją dłoń w swoją i przyłożyła do mojego czoła.
 - Ma mnie w czole? - Zdziwiłem się.
 - Nie, matołku! W głowie, rozumiesz? Też o tobie myśli!
 - Ale heca! - Uśmiechnąłem się szeroko i chwyciłem ją w objęcia. - Przywróciłaś mi nadzieję! Wspaniała jesteś i Andi ma szczęście, że cię spotkał!



****

Witam ;* 

Nie wypowiadam się na temat powyższej treści. Lanie wody i tyle! :D 
Chociaż dumna jestem z siebie, że przez to przebrnęłam ;) Dzisiaj mowa o drugiej parze i mam nadzieję, że choć trochę Was zaciekawiłam tym wątkiem ;) W głowie kiełkuje się pomysł na kolejny rozdział... ^^ 

Może uda mi się jutro napisać na Richarda, ale niczego nie obiecuję! :D 
Trzymajcie kciuki, może się powiedzie :D

I gratuluję Severinowi złotego medalu! Należało mu się ;) 

Pozdrawiam i do kolejnej soboty ;* 

sobota, 8 marca 2014

Rozdział 6.

 Po konkursie zamieniłem parę zdań z rodziną, która dopingowała mnie podczas dzisiejszych zawodów. Tak naprawdę to nie mogłem się na niczym skupić, bo cały czas myślałem o tym, że Ada zgodziła się pójść na spacer z Richardem. Daję sobie głowę uciąć, że gdybym to ja ją zaprosił, odmówiłaby kategorycznie. Nerwowo rozglądałem się na boki, by nie przegapić momentu ich wyjścia z hotelu. Pożegnałem się z bliskimi, dziękując za ogromne wsparcie. Mama pieszczotliwie poszczypała moje policzki, a ja jęknąłem w duchu. Uśmiechnąłem się jednak i pomachałem im. Cieszyłem się, że jeżdżą na niektóre zawody i kibicują mi ze wszystkich sił. Byłem im za to wdzięczny.
Byłem ciekaw, o czym Richard chciał rozmawiać z Adą, dlatego postanowiłem ich śledzić. Zdaję sobie sprawę, że to szczeniackie zachowanie, ale nic nie mogłem na to poradzić! Nie mogłem pozwolić, by kręcił się obok niej ktoś inny. Taka już była moja mentalność i w najbliższym czasie nie miałem ochoty jej zmieniać.

 Uśmiechnięta od ucha do ucha stałam przed hotelem, czekając na sympatycznego Niemca. Wyszliśmy razem, ale musiał się cofnąć, bo zapomniał rękawiczek. Zaśmiałam się w duchu. Cieszyło mnie to, że miał ochotę na spacer i to akurat ze mną! Miałam jednak nadzieję, że nie liczy na coś więcej, bo w tej kwestii nie mogłam mu nic zaoferować. Nie moja wina, że w mojej głowie cały czas siedzi ten pieprzony Wellinger!
 - Jestem już! - Krzyknął, meldując się obok.
 - Widzę - Zaśmiałam się. - To gdzie mnie zabierasz?
 - Przed siebie- Oznajmił z błyskiem w oczach. - Spacer wokół skoczni, wieczorem jest niesamowity!
 - Wierzę ci na słowo - Odpowiedziałam podziwiając widoki. Faktycznie, miał rację. Na niebie migotały gwiazdy, księżyc jasno świecił, a jego promienie padały na ośnieżone szczyty Alp. Wymarzona sceneria na spacer z ukochanym! Pokręciłam głową śmiejąc się sama z siebie. O czym ja myślałam, do cholery? - Czemu akurat ze mną chciałeś się przejść? - Zadałam nurtujące mnie pytanie.
 - Bo wydajesz się być miłą i sympatyczną osóbką, zupełnie tak samo jak ja - Wyszczerzył się, a ja parsknęłam śmiechem.
 - Dziękuję za komplement!
 - Myślałem, że Andi zabije mnie wzrokiem, gdy cię o to prosiłem...
 - Nie zawracaj sobie nim głowy, nic mnie z nim nie łączy - Westchnęłam poprawiając kurtkę.
 - On chyba myśli inaczej - Dał mi kuksańca w bok, a ja walnęłam go w ramię. - Ej, bez takich mi tutaj! Swoją drogą zauważyłaś jak Wank lustruje twoją przyjaciółkę wzrokiem?
 - Też to widziałeś? To super! - Uradowana klasnęłam w dłonie. - Mówiłam jej to samo, ale mnie wyśmiała. Teraz mam jeszcze jednego świadka, więc jakby co to wiesz... Pomożesz mi - Puściłam mu oczko, a on zaśmiał się serdecznie.
 - Z miłą chęcią... Wiesz, że sam mam podobny problem? To znaczy jest pewna dziewczyna, poznaliśmy się kiedyś na zawodach, spodobała mi się...
 - I? - Przyjrzałam mu się z miną detektywa.
 - Mam jej numer telefonu, ale boję się zadzwonić. I w sumie to właśnie dlatego chciałem się z tobą przejść, by się poradzić...
 - Idealnie trafiłeś! Opowiadaj!

 Uważnie śledziłem ich każdy krok. Gdy Richard dotknął Ady każdy mięsień na moim ciele zaczął się napinać, a szczęka nerwowo drgała. Łapy przy sobie, Freitag! Przystanąłem, gdy oboje usiedli na ławce znajdującej się niedaleko skoczni. Wiedział jak ją przekabacić! Każda byłaby zachwycona takimi widokami... Delikatnie rozchyliłem gałęzie jakiegoś krzaku, by lepiej ich słyszeć. Jednak jednego przewidzieć nie mogłem. Poczułem jak ktoś kładzie dłonie na moim brzuchu.
 - Andi, mam cię! - Wesoły głos Wanka rozniósł się echem po całym lesie.
 - AAAA! - Pisnąłem, bo nie powiem, lekko się przestraszyłem. Po chwili on również zaczął wydawać z siebie piski. - Czego się drzesz?!
 - Myślałem, że przestraszyłeś się kogoś innego, a nie mnie, więc też zacząłem w obawie, że ktoś tu jest - Wyjaśnił. - Czemu sterczysz w tych krzakach? - Zapytał, a ja wskazałem dłonią na ową dwójkę. - Czy ci do reszty odjebało, młody? Opamiętaj się! - Zaczął mną potrząsać, a ja straciłem grunt pod nogami. Wpadłem na jakiś krzak, czując, że rozcinam sobie policzek, a za mną poleciał Andreas. Nim się zorientowaliśmy, wylecieliśmy z zarośli lądując na ziemi. Przymknąłem powieki, bo wiedziałem, że zaraz rozpęta się piekło.
 - Co wy tym robiliście? Obaj? W krzakach? - Gdy usłyszałem głos Richarda, krew napłynęła mi do mózgu. Nie myślałem racjonalnie. Zrzuciłem z siebie Wanka i podszedłem do Freitaga. Wpatrywałem się w niego z żądzą mordu.
 - Wellinger, nie rób tego - Wycedził Wanki, ale było już za późno. Z całej siły walnąłem go pięścią w nos. Zawył, ale próbował mi oddać. Ada pisnęła ze strachu nie wiedząc, co robić. Między nami stanął najstarszy z naszej trójki, ale miotałem rękoma na oślep, więc i mu się dostało.
 - AUUUUU! - Zawył. - Idioto, ja w przeciwieństwie do ciebie chcę jeszcze uszczęśliwić jakąś kobietę! - Wycedził przez zaciśnięte zęby.
 - Przepraszam! - Krzyknąłem.
 - Co mi z twoich przeprosin, gówniarzu?
 - Uspokójcie się! Wszyscy trzej! - Wrzasnęła Ada. - Jestem najmłodsza z was, a wydaje mi się, że jest całkowicie na odwrót! Wracamy do hotelu, natychmiast - Zarządziła, a my ze zbitymi minami ruszyliśmy za nią.

 Trener nie był zachwycony widząc swoich podopiecznych w takim stanie. Lekko się wkurzył i dał im reprymendę. Richard i Andreas od razu zostali skierowani do lekarza, żeby zrobił im opatrunki.
 - Bili się o ciebie? - Spytała Martha, gdy schodziłyśmy na dół. Werner dla pojednania zaproponował wieczór filmowy dla swoich zawodników. My również dostałyśmy zaproszenie, więc postanowiłyśmy skorzystać.
 - Zwariowałaś! To Andreasowi coś odbiło i go walnął... Swoją drogą śledził nas, rozumiesz? - Prychnęłam z oburzeniem.
 - Bo jest o ciebie zazdrosny, ciołku!
 - Tak, na pewno - Pokręciłam przecząco głową, gdy to usłyszałam. - Wank też oberwał - Dodałam po chwili.
 - Yhym... - Próbowała udać obojętną, ale widziałam, że cień zainteresowania wkradł się na jej twarz. Nie ciągnęłam tej rozmowy dalej, bo czułam, że gdy będzie gotowa sama mi o wszystkim powie. Kiedy weszłyśmy do sali, skoczkowie już siedzieli na miejscach. I to na najlepszych! Jęknęłam, gdy zorientowałam się, że wolne siedzenia zostały obok dwóch Andreasów. Wank poklepał miejsce obok siebie, wskazując na Marthę. Spojrzała na mnie niepewnie, a ja gestem dłoni kazałam jej usiąść obok niego. Sama z krzywym uśmiechem usadowiłam się koło Wellingera. Otumanił mnie mocny zapach jego perfum. Starałam się nie zwracać na niego uwagi. Sam również milczał. Po chwili wszedł Schuster, który oznajmił nam, że mamy się zachowywać. Sam po krótkiej chwili opuścił pomieszczenie. Kątem oka popatrzyłam na przyjaciółkę, ale ona nie zwracała na mnie kompletnej uwagi. Za bardzo pochłonęła się w rozmowie z Wankiem. Punkt dla mnie!
Film był nudny. Przynajmniej dla mnie. I dla Wellingera. Reszta z zafascynowaniem wpatrywała się w ekran, a ja zaczęłam skubać materiał koszulki.
 - Jeśli ci przeszkadza, z chęcią pomogę ci ją zdjąć - Zadrżałam, gdy usłyszałam tuż przy uchu szept Andiego.
 - Nie, dziękuję - Wycedziłam. Znów zaczynał!
 - Jak chcesz - Wzruszył obojętnie ramionami, spoglądając w przód. Westchnęłam ciężko. Miałam go po dziurki w nosie. Nie dość, że dziś zachował się jak ostatni kretyn, to jeszcze bawi się w chojraka.
Nie minęło parę chwil, a poczułam jego dłoń wędrującą po moim kolanie. Tego już było dla mnie za wiele.
 - Słuchaj Wellinger... - Zaczęłam. - Jeśli masz chcicę to znajdź sobie panienkę do towarzystwa, a mi daj spokój! - Warknęłam. Jak się okazało, zbyt głośno. Zaciekawieni skoczkowie spojrzeli w naszym kierunku.
 - Ej! - Krzyknął Wanki. - Co z nim? Ada, znów się do ciebie dobiera? Dobry Boże, ja z nim śpię w jednym pokoju! - Jęknął rozpaczliwie.
 - Daj spokój - Żachnął się blondyn. - Kijem bym cię nie dotknął!
 - Teraz tak mówisz! A, co jeśli twojemu ptaszkowi zachce się dziś w nocy opuścić gniazdko? - Zapytał, a ja zagryzłam wargę, by nie wybuchnąć śmiechem. Andi poczerwieniał ze złości i wyszedł wściekły. Reszta nie wytrzymała. Sev zwijał się ze śmiechu na podłodze, a Richi ocierał łzy. - Komu paluszka? - Rzucił Wanki. - Oglądamy dalej, księżniczka się pozłości i wróci! - Powiedział. Pokiwaliśmy głowami i wróciliśmy do poprzedniego zajęcia. 
Jestem pewna, że jutrzejszy dzień będzie równie szalony jak ten...



****

Witam ;* 

Uff, napisałam! Pomysł był od samego początku, więc tylko wystarczyło go zrealizować ;) Mam nadzieję, że się Wam podoba, bo mi pisało się go bardzo przyjemnie ;) 
Może uda mi się skrobnąć dziś na Richarda, ale niczego nie obiecuję! 

Jutro znów skoki, ale to leci! Już tak mało konkursów pozostało do końca sezonu. Niestety...

Wiecie, już sześć lat piszę... Kiedy zaczynałam nie myślałam, że tyle to potrwa, ale jak widać życie jest nieprzewidywalne! :D 

I wszystkiego najlepszego, kobietki! ;* 

Pozdrawiam ;* 

sobota, 1 marca 2014

Rozdział 5.

 Weszłam do pokoju natychmiast otwierając okno. Musiałam ochłonąć! Cała się trzęsłam, ale w tym momencie miałam to gdzieś. Próbowałam uspokoić przyspieszony oddech i szalejące myśli. Jak mogłam do tego dopuścić i dać się ponieść? Przy nich wszystkich? Byłam wściekła na siebie, bo dałam mu się obmacywać i co najgorsze, chciałam tego! Przymknęłam powieki cały czas widząc jego twarz, czując jego gorące dłonie oraz usta na całym ciele... Nie wiem, co się ze mną stało. Miałam go unikać, a tymczasem dobrowolnie pchałam się w jego ramiona. I co najgorsze... Wcale nie chciałam od niego odchodzić, gdy muzyka dobiegła końca. Pragnęłam trwać w jego uścisku jak najdłużej, ale czułam, że nie powinnam. I zostawiłam go samego... Czułam, że tak tego nie zostawi i będzie chciał się na mnie odegrać...

 Rozejrzałem się po tłumie ludzi, którzy stali i gapili się na mnie. Wszyscy z podziwem i wyszczerzem na twarzy. Odetchnąłem głęboko i opuściłem salę. Jak ona śmiała mnie zostawić? Po tym wszystkim? Przecież wiedziałem, że tego chce, nie byłem aż taki głupi! Podobał się jej sposób, w jaki jej dotykałem i całowałem. Drżała z podniecenia, pragnęła tego równie mocno jak ja! Więc do cholery, dlaczego? Wściekły wpadłem do pokoju rzucając się na łóżko. Musiałem uspokoić myśli, dlatego wtuliłem głowę w poduszkę, zaciskając pięści na pościeli.
 - Andi! - Usłyszałem głos Wanka, ale zbagatelizowałem to. Jak i fakt, że z całej siły trzasnął drzwiami. - Coś ty narobił? Co wy narobiliście?! No oprócz tego, że prawie zaczęliście uprawiać seks na parkiecie...
 - Spytaj się Ady i daj mi spokój - Syknąłem.
 - Ale, ale... Boże, co by się działo jakby ta piosenka się nie skończyła?!
 - Zobaczyłbyś pornosa na żywo! Może byś się czegoś nauczył - Warknąłem.
 - Ej! - Wrzasnął z oburzeniem. - Wiem więcej od ciebie młodzieńcze i nie muszę się uczyć! - Palnął.
Wychyliłem głowę z poduszki, by ujrzeć jego reakcję.
 - To w takim razie nie przeżywaj - Powiedziałem.
 - Andi, nie możesz się tak zachowywać. Oboje nie powinniście... - Stęknął. - Ja rozumiem. Jesteście młodzi i myślicie, że wszystko wam wolno, ale pomyśl, co by się działo jakby trener to zobaczył!
 - Gówno mnie to obchodzi. On już przeżył swoją młodość, ty też, więc teraz moja kolej.
Wank zmrużył wściekle oczy i syknął:
 - Nie jestem stary! To ty jesteś młodzikiem w tym związku, więc trochę szacunku!
 - Przepraszam, panie Wanku. Wybaczy mi pan? - Skłoniłem się przed nim walcząc ze śmiechem.
 - Niech pomyślę... - Podrapał się po głowie, łapiąc się pod boki. - Wybaczę - Wyszczerzył się. - Tylko obiecaj mi, że nie będziesz mnie zdradzał na moich oczach, dobra?
 - Umowa stoi - Podaliśmy sobie ręce i równocześnie wybuchnęliśmy śmiechem.

 Kiedy Martha weszła do pokoju udawałam, że śpię. Jednak czułam ogromną potrzebę, by się komuś wygadać. Zaświeciłam lampkę i czekałam, aż wyjdzie spod prysznica.
 - Martha... - Zaczęłam.
 - No co skarbeńku? - Spytała siadając na łóżku. Chwyciła szczotkę w dłoń i zaczęła rozczesywać swoje długie włosy. - Podobały ci się dłonie Wellingera?- Uśmiechnęła się lubieżnie mrugając mi okiem.
 - Yyy... Podobały - Jęknęłam. - Ale muszę ci coś powiedzieć. Pamiętasz tego chłopaka, z którym tańczyłam w klubie?
 - Oczywiście, że pamiętam. Obmacywaliście się, a później... Czekaj, co ty mi usiłujesz powiedzieć?
 - To był Andreas - Wyszeptałam chowając twarz w poduszkę.
 - C-co?! - Pisnęła. Natychmiast znalazła się obok mnie.
 - Nie mówiłam ci o tym, bo strasznie się wstydziłam. Wiesz, później uprawialiśmy seks w łazience, a on po wszystkim mnie zostawił. Postanowiłam o tym zapomnieć i skupić się na śpiewaniu. Myślałam, że już nigdy więcej go nie spotkam, a tymczasem...
 - Nigdy nie brałam takiego scenariusza pod uwagę... Powiedz mi szczerze. Czujesz coś do niego?
Pokręciłam przecząco głową.
 - Ma coś w sobie... Lubię patrzeć w jego oczy i czuć jego dotyk, ale to nie jest uczucie. To się dzieje, tak po prostu.
 - Pożądacie siebie nawzajem. I nie zaprzeczaj. Gdyby on nie czuł tego samego to nie odstawialibyście dziś takiego cyrku.
 - Wiem o tym. Ale on wydaje się być typem takiego faceta, który zalicza panienki i później je zostawia. Może się mylę, ale sprawia takie wrażenie.
 - Miałaś prawo tak pomyśleć po tej akcji w klubie, ale może coś zrozumiał. Bardzo jestem ciekawa jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień i jak się zachowacie w stosunku do siebie.
 - Też się nad tym zastanawiam, ale zostawmy mnie. Tańczyłaś z Martinem?
 - Raz - Powiedziała. - Poprosił mnie od niechcenia. Jeśli ma się tak zachowywać to chyba przestanę się starać, wiesz?
 - Może dasz mu jeszcze czas? Wiem, że podoba ci się od dawna i nie możesz tak łatwo go sobie odpuścić. Chociaż z drugiej strony jeśli on cię olewa, to nie możesz podporządkowywać swojego życia jego osobie. Jesteś młoda, ładna i masz masę adoratorów! Wystarczy się rozejrzeć - Uśmiechnęłam się.
 - O czym ty mówisz wariatko?
 - Nie zauważyłaś jak Wank na ciebie spoglądał?

 Nadszedł dzień konkursu. Od samego rana nie widziałam Wellingera, za co byłam wdzięczna losowi. Także pod skocznię udaliśmy się swoim busem. Miałam chwilę spokoju i przynajmniej nie musiałam znosić spojrzeń blondyna. Martha całkowicie olewała Martina. Nie miała ochoty do rozmów z szatynem po tym jak ją wczoraj potraktował. I dobrze! Długo nie mogłyśmy zasnąć, bo moje słowa dały jej do myślenia. Postanowiła bardziej obserwować Wanka i przekonać się, czy miałam rację.
Kiedy dojechaliśmy pod skocznią zebrał się już spory tłum gotowy do kibicowania swoim ulubieńcom. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy zaczęliśmy wypakowywać sprzęt i wnosić go na scenę. Cieszyłam się bardzo, że nasza muzyka podoba się ludziom. Zawsze to inna forma rozrywki. Postanowiłyśmy z Marthą udać się do skoczków, aby życzyć im powodzenia w dzisiejszym konkursie. Gdy przekroczyłyśmy próg domku rozległy się ciche gwizdy. Moje spojrzenie od razu napotkało wzrok Andreasa. Nie wiedziałam, co mam zrobić, dlatego jedynie krzywo się uśmiechnęłam.
 - Panowie uspokójcie się! - Krzyknął Werner. - Przepraszam za nich - Zwrócił się w naszą stronę i wyszedł mówiąc, że musi gdzieś zatelefonować.
 - Chciałyśmy wam życzyć powodzenia - Oznajmiłam uśmiechając się.
 - Dziękujemy pięknym paniom, na pewno się przyda - Odezwał się Richard, a Wellinger prychnął pod nosem. Spiorunowałam go wzrokiem nic nie mówiąc. Pogadaliśmy jeszcze chwilę i wyszłyśmy, by zrobić jeszcze jedną próbę. - Ada, zaczekaj - Usłyszałam za sobą głos. Odwróciłam się.
 - Co jest Richard? - Spytałam. Martha pokazała mu kciuk uniesiony do góry i zniknęła z pola widzenia.
 - Chciałem cię zapytać, czy nie miałabyś ochoty na spacer po konkursie? - Wykrztusił z siebie, a mnie wbiło w ziemię. W sumie, czemu nie?
 - Jasne, z przyjemnością - Zaśmiałam się, a on przyjacielsko poklepał mnie po ramieniu. W tym samym momencie z domku wyszedł Wellinger.
 - Richard odwal się od niej i nie dotykaj jej - Warknął. - To ciało należy tylko do mnie - Mrugnął do mnie lubieżnie, a mi szczęka opadła. Co za bezczelny pajac!
 - C-co? - Wyjąkałam. - Za dużo sobie pozwalasz, Andreas!
 - Jesteście razem? - Zapytał Freitag.
 - Nie!
 - To, co się plujesz Wellinger? - Spojrzał na niego wyzywająco, a ja pokręciłam oczami. Jak dzieci!
 - Dajcie sobie spokój i skoncentrujcie się na konkursie do cholery!

 Gdy siedziałem na belce nie myślałem o niczym. Nawet o Adzie i o tym, co zaszło przed konkursem. Miała rację. Musiałem koncentrować się na tym, aby oddać jak najlepszy skok i pokonać rywala. Morze czarno - czerwono - żółtych flag powiewało na wietrze, kibice klaskali, śpiewali, dopingowali nas z całych sił. Uśmiechnąłem się, a gdy trener dał mi znak ruszyłem. Sunąłem po rozbiegu skupiając myśli na wybiciu. Kiedy wzbiłem się w powietrze ogarnęło mnie uczucie euforii. Kochałem latać! Byłem wtedy wolny, beztroski... Leciałem po marzenia. Wylądowałem zaznaczając telemark. Skupiłem się na wyniku odpinając narty i ściągając gogle.
Odległość na 134 m napawała mnie optymizmem. Pokonałem Austriaka, podaliśmy sobie ręce, a ja pomachałem do tłumu kibiców. Pozostawało mi czekać aż reszta odda swoje skoki...
Po pierwszej serii zajmowałem siódme miejsce. Chciałem je poprawić, dlatego w przerwie nie zwracałem uwagi na śpiewające dziewczyny, choć było to trudne. Wszyscy w domku się nimi zachwycali, a mnie krew zalewała, gdy wspominali o Adzie. Wank szczypał mnie w ramię, gdy zrobili zbliżenie.
 - Odbiło ci?
 - Patrz i podziwiaj - Wyszczerzył się. - Tylko się nie zapowietrzaj jak za pierwszym razem.
 - Giń!
 - A ty gnij! - Uśmiechnął się szeroko i pokazał mi język.
Pokręciłem głową. Czasami nie rozumiałem jego chorych żartów, dlatego wolałem się nie odzywać. Seria druga nadeszła bardzo szybko. Domek powoli pustoszał. Zamieniłem kilka zdań z zawodnikami, którzy byli notowani wyżej ode mnie i opuściłem pomieszczenie. Kibice szaleli przy muzyce zespołu.
Zbliżała się moja kolej. Usadowiłem się na belce i czekałem na machnięcie chorągiewki. Kiedy nadszedł upragniony moment serce zaczęło bić szybciej. Pojawiło się znajome uczucie szczęścia. Wylądowałem pół metra dalej niż w serii pierwszej. Wyszczerzyłem się do kamery i uczyniłem powinność pozdrawiając publiczność. Czekałem aż reszta zawodników odda swoje skoki. Ostatecznie poprawiłem swoją lokatę i uplasowałem się na piątym miejscu. Byłem bardzo zadowolony ze swojego wyniku i dobrych posad kolegów z drużyny.
Już jutro czekała nas podróż do Innsbrucka.



****

Witam ;*

Tak szczerze to nie miałam za bardzo pomysłu na ten rozdział, ale udało się dziś napisać i dodać ;) 
Jeśli macie jakieś propozycje to podsyłajcie w komentarzach :D 

Niemcy dziś uplasowali się na drugiej pozycji, z czego ogromnie się cieszę ;) Po pierwszej serii miałam lekki niedosyt, ale jak widać niepotrzebnie ;) Polacy dziś trochę słabiej, ale to nie ostatni konkurs drużynowy, więc ;) Będzie lepiej! 

Na http://freitagrichard.blogspot.com/ również pojawił się nowy rozdział, chętnych do przeczytania serdecznie zapraszam ;* 

Także...Do następnej soboty!

Pozdrawiam ;* 
Czas trwania opowiadania: 01.02.2014 - 20.12.2014 r.